piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 1

Jestem Lily i mam dwadzieścia lat. Od urodzenia mieszkam w Brooklynie i mogę szczerze powiedzieć, że znam już prawie całe miasto. Jednak gdy trzy lata temu moi rodzice oznajmili, że James - mój młodszy brat - ma już dosyć mieszkania tu, więc postanowili się wyprowadzić. Jednak ja nie chciałam, więc moja mama powiedziała mi, że jeśli nie chcę wyjechać do Nowego Jorku to tu zostaje. Na ulicy. Nienawidziłam Jamesa za to, że zawsze gdy byłam w wieku dwunastu lat, a on pięciu, rozrabiał i zwalał winę na mnie. Rodzice go rozpieszczali. Co prawda, byłam grzeczną dziewczynką, ale miałam dość. Gdy dorosłam do szesnastu lat zaczęłam się umawiać z chłopakami, palić, pić i chodzić na imprezy, moi rodzice nie byli zachwyceni. Więc w odpowiedzi powiedziałam im:
- Zostaje. Tu mam Meg, wszystkich znajomych, wspomnienia, tu się wychowałam. Po co miałabym wyjechać, ponieważ mój młodszy brat ma kaprysy? Nie. Zostaje. - powiedziałam stanowczo i wyraźnie, po czym poszłam do swojego pokoju. Moi rodzice rodzice nie pojęli mojej decyzji i stawiali mi ciągle warunki, ale miałam ich gdzieś. Po dwóch dniach już ich nie było. Zostałam sama na ulicy, aż Meg - moja najlepsza przyjaciółka - poprosiła mamę, o to, żebym z nimi zamieszkała. I się udało. Miałam wspaniałe życie. Po niecałym roku razem z Meg zakochaliśmy się w boysbandzie One Direction. Mama mojej przyjaciółki mówiła, że to przelotne, jednak nadal ich kochamy po dwóch latach. Więc zobaczenie ich na żywo, było wspaniałym przeżyciem. I tak się zaczęło.. 

****

- Li-Li chodź tu szybko! - krzyczała Meg z końca areny. Podeszłam do niej, a ona tylko kipiała z radości. Nie dziwię się jej, przed dosłownie chwilą gadaliśmy z One Direction, a teraz stoimy na scenie, na której dwie godziny temu śpiewali.
- Niesamowite. - powiedziałam rozkoszując się widokiem na ponad dwadzieścia tysięcy miejsc siedzących na arenie, ale całkowicie pustych.
- Całkiem ekstra, huh? - spytał Niall, a mi serce mocniej zabiło. Byłam w nim po uszy zakochana. Przytaknęłam tylko głową na znak potwierdzenia, a on się zaśmiał. Co w tym śmiesznego?
- Co cię śmieszy, Horan? - zapytałam, a on podszedł do mnie niebezpiecznie blisko i wyszeptał mi do ucha:
- Powiem ci jak teraz gdzieś ze mną pójdziesz. - wyszeptał, a ja spojrzałam na Meg, a potem na chłopaka, a on tylko uśmiechnął się do mojej przyjaciółki. Zrozumiała. Niall złapał mnie za rękę i poprowadził za kulisy. Przyznaje bez bicia, że byłam i zaskoczona, i przerażona. Co on planował? Puścił moją rękę, kiedy znaleźliśmy się na dachu budynku. Nawet nie zauważyłam gdzie idziemy.
- Więc, Horan, co cię tak śmieszyło? - spytałam, a on podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy.
- Możesz mi mówić Niall? Tak jest o wiele lepiej. - odpowiedział, a ja się zaczerwieniłam. Nigdy, ale to nigdy nie czerwieniłam się przy chłopakach. Spuściłam głowę, a Niall patrzył wciąż na mnie i coraz bardziej byłam przerażona tym, co chce zrobić. Pocałuje mnie? Nie, na pewno nie. A może chce mnie zaprosić na randkę? Nie, to też nie.
- Chciałbym się ciebie spytać..eeee..czy...eee..chciałabyś pójść ze mną..eeee....na randkę? - spytał jąkając się, a ja szczęśliwa podniosłam do góry głowę, wspięłam się na palce i pocałowałam go w policzek, szepcząc:
- Chętnie. - po czym od razu zeszłam na dół, na arenę po Meg. Pojechałyśmy do domu, ale moja przyjaciółka jak zawsze nie szczędziła mi pytań typu: Jak całuje? Zaprosił cię na randkę? Będziecie robić...? To była przesada i od razu chciałabym się zatrzymać i wyjść z tego cholernego samochodu.

__________________

Rozdział krótki, ale jest dużo faktów. Nie mam zamiaru się rozpisywać, więc: Mam nadzieje, że rozdział wam się spodobał. Komentujcie ♥ xx


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Prolog

- Pięć minut! - krzyknął Paul a my z chłopakami zebraliśmy się w kółko. Dzisiaj mamy jeden z najważniejszych koncertów w całej naszej karierze.
- Damy radę chłopacy! - krzyknąłem a oni się ze mną zgodzili, objęliśmy się wszyscy, powiedzieliśmy nasz wierszyk jak zawsze i weszliśmy pełni energii na scenę.

dwie godziny wcześniej..

Lily's POV

Leżałam na łóżku i rozmyślałam w co się ubrać na koncert chłopców. Wiem, mam dwadzieścia lat i jestem zakochana w chłopakach z boysbandu One Direction. Czy to nie komiczne? Ruszyłam tyłek z mojego łoża, wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki się przebrać. Nałożyłam jeszcze lekki makijaż i byłam gotowa. Nie chciałam być jedną z tych dziewczyn, które założą najlepsze ciuchy, pomalują się super i będą udawać ślicznotki. Każdy mówił mi, żebym była sobą i tak właśnie robię. Zadzwoniłam jeszcze do mojej najlepszej przyjaciółki Meg i obje pojechałyśmy na koncert.

godzinę później..

- To był najlepszy koncert w życiu! - krzyknęłam do Meg. - i jeszcze za chwilę zobaczymy ich na żywo! Denerwujesz się? Ja strasznie.
- Spokojnie Lily, damy radę. Nareszcie ich zobaczymy! O mój Boże! - krzyczała moja przyjaciółka i po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Podeszłyśmy do Paula a ten zaprowadził nas do specjalnego pokoju, gdzie miałyśmy się spotkać z chłopcami.
- Denerwujesz się? - spytałam Meg.
- Bardzo! A ty? - odpowiedziała a ja skinęłam głową. Po chwili weszli chłopcy a ja prawie zawału dostałam jak ich zobaczyłam. 

-------------------------------
I jest prolog! Jak wam się podoba? Teraz pewnie zadajecie sobie pytanie: Po co mi trzy blogi? Otóż chciałam stworzyć odmienną historię, nie tak jak te, które do tej pory piszę. Zastanawiam się nad usunięciem tamtych blogów, ponieważ nikt na nie już nie wchodzi a ja nie chcę pisać ich po prostu dla siebie. Także nie wiem czy usunąć czy nie. A teraz życzę wam miłego nowego tygodnia! :) 


PS: Oglądaliście wczorajszy występ chłopców w X-Factorze? :)) xx